Belgijskie dania

Było już o siusiających stworkach, było o smakołykach, pora na kilka słów o tradycyjnych, belgijskich potrawach.

Oprócz muli i frytek, opisanych w poprzednim dziale, nominuję dziś kilka pozycji, których trzeba spróbować. Niekoniecznie dlatego, że są supersmaczne- to akurat kwestia gustu. Ale to jedne z tych potraw, o których tutejsi mieszkańcy powiedzą, że są TYPOWE. Co więc zamówić w Belgii, by zjeść “tradycyjnie”?IMG_20160716_200113

Numer 1: Carbonade flamande

Zapiekana wołowina z cebulą w piwie.

 

Numer 2: Tomate crevettes grises

Krewetki w pomidorze z dodatkiem warzyw i….majonezu

13087681_1296988236982854_6060218972109883466_n

Numer 3 : Gehaktballen in tomatensaus

Puplety w sosie pomidorowym.

IMG_20160716_200122

Numer 4: Vol- au-vent

Potrawka z kurczaka z grzybami w białym sosie- zwykle podawana w ciecie francuskim (danie to oryginalnie pochodzi z Francji, ale jest na tyle popularne w Belgii, że uznawane prawie za “swoje”).

IMG_20160716_200126

Numer 5: Gentse waterzooi

Kurczak gotowany w rosole, z dużą ilością jarzyn, zalany śmietaną. Popularny głównie we Flandrii.

Oczywiście wszystko podawane z frytkami. W towarzystwie belgijskiego piwa!

Advertisements
Posted in Uncategorized | Tagged , , , , , | Leave a comment

Les Moules – Frites

Poszukując przyjemności w tym pochmurnym mieście, zaczęłam degustować lokalne potrawy.  Kuchnia belgijska opiera się na frytkach (potrawa narodowa!) oraz  mięsie w gęstych, najczęściej piwnych sosach. Nieco innym, lżejszym  przysmakiem są małże – MULE.  Ponoć tutejszy klimat i zimne morze sprawiają, że mule są tu najlepsze na świecie. Najlepsze są w sezonie: a więc w jesiennych miesiącach z literą R w nazwie: wrzesień, październik i listopad.mule 1

Tradycyjnie we Flandrii przygotowuje się je  w białym winie z plastrami duszonej cebuli i selera naciowego.  Podawane w konkretnych porcjach, w wielkim garze, w którym były gotowane. Oczywiście w akompaniamencie FRYTEK.

NAJWAŻNIEJSZE jest, gdzie te mule zjemy. Owoce morza, jak nic innego, wymagają pierwszej świeżości i znakomitego przyrządzenia. Zdecydowanie odradzam miejsca w centrum z wielkimi napisami “Mule najlepsze w mieście”.  Aby zjeść  w Brukseli naprawdę smaczne, prawdziwe mussels, wybierzcie się do dzielnicy Anderlecht (swoją drogą bardzo przyjemnej!) i odwiedźcie  Friterie Chez René , adress: Place de la Résistance, 14 à 1070 Anderlecht.

Mniam!

Posted in Uncategorized | Tagged , , | Leave a comment

Siusiający duet

To, że symbolem Brukseli jest mały, siusiający chłopiec, jest faktem dość znanym. Swoją drogą – trudno o bardziej dopasowany symbol, biorąc pod uwagę czystość tego miasta. Ale dziś nie o mojej antypatii do europejskiej stolicy…

Siusiającego chłopca o imieniu Manneken znają prawie wszyscy. Stoi dumnie przy Rue de Chene, w samym centrum miasta i siusia, wzbudzając zachwyt nie tylko japońskich IMG_20160703_162927turystów. Dlaczego siusia w miejscu publicznym? Nie, nie opił się biedaczek belgijskiego piwa. Legend jest wiele, a ta, którą wybieram, mówi o tym, że Manneken był synem belgijskiego króla, który zaginął  podczas polowania w podbrukselskich lasach. Mimo dokładnego przeczesania terenu, chłopca nie udało się odnaleźć. Gdy stracono wszelką nadzieję -jak to zwykle bywa- pewien spragniony leśniczy usłyszał szemrzący strumyczek. Odsunął gałęzie i zobaczył siusiającego syna królewskiego. Oto, jak siusianie może uratować ludzkie życie! W legendę możecie wierzyć lub nie, wizytując Brukselę udajcie się jednak koniecznie do Muzeum Miasta Brukseli, gdzie znajduje się Garderoba Mannekena, w której wystawionych jest kilkaset  (z kilku tysięcy zachowanych!) strojów, jakie przywdziewa ten bezwstydny chłopiec z różnych okazji. Po raz pierwszy ubrano go w XVII w z okazji wizyty bawarskiego księcia. I tak już zostało.

Rozpisałam się. Bo nie o Mannekenie miało być, a o jego mniej sławnej, lecz równie bezwstydnej koleżance. Na przekór turystycznym standardom i w nurcie równouprawnienia, idźcie odwiedzić Jeanneke Pis -fugurkę siusiającej dziewczynki, którą postawiono w 1987, chyba naprawdę tylko w celu poprawności politycznej. Bo nawet nie wiodą do niej żadne drogowskazy. Zdradzę wam, jak tam trafić> Wejdźcie w Rue de Bouchers, na wysokości nr 12 skręćcie w maleńką uliczkę – Impasse de la Fedeltà. Na samym jej końcu, między nr 11 a 12 ujrzycie JĄ: ukrytą za kratami, boską, siusiającą “w kucki” Jeanneke.

 

IMG_20160702_130418

Posted in Uncategorized | Tagged , , | Leave a comment

Dobrodziejstwa Brukseli – Humus

Skazana na belgijską emigrację, przynajmniej odkrywam sekrety tutejszej kuchni. Trudno tak naprawdę o kuchnię właściwie i prawdziwie tutejszą zważywszy na mix kulturowy, o którym już wspominałam. Tradycyjna belgijska kuchnia to tak naprawdę połączenie tej francuskiej (tradycja chleba, francuskich ciastek i ogromny wybór dojrzewających serów) oraz niemieckiej (mięso, mnóstwo mięsa – najlepiej w piwie). Aktualnie to, co naprawdę w Brukseli można docenić, to niesamowity wybór kuchni świata. Produkty najbardziej dziwne, egzotyczne – dostaniecie je na jednym z tutejszych bazarów. A jeśli chcecie wybrać się do restauracji, tylko do Was należy wybór jaką część kulinarnego świata chcecie poznać: od Szwecji czy Meksyku poprzez Macedonię aż do afrykańskich pustyni. W Brukseli jest WSZYSTKO.

Szczególnie cenię sobie tutaj HUMUS, który dostępny jest w najróżniejszych formach. Ta wywodząca się z Libanu, a stanowiąca podstawę żywienia niemal całego świata arabskiego, pasta z ciecierzycy zachwyca ciepłym, nieco gorzkawym smakiem. A w połączeniu z moją ukochaną, włoską piadiną (wybaczcie, że wolę ją od tradycyjnej PITY) oferuje wręcz niebiańskie doznania.

Oto mój przepis na Najlepszy humus pod zachmurzonym, brukselskim niebem:

ok. 200g ciecierzycy
sok z połówki cytryny
3 łyżki pasty tahini – wykonanej samodzielnie z 2 łyżek nasion sezamu
1 łyżka mielonego kminu
3 łyżki oliwy
sól do smaku
1 ząbek czosnku

JAK PRZYGOTOWAC?IMG_20160626_165131

  1. Nasiona ciecierzycy namoczyć na noc w wodzie z dodatkiem 1 łyżeczki sody oczyszczonej.
  2. Ziarna odcedzić, umyć i gotować także z dodatkiem sody aż ciecierzyca stanie się miękka – ok. godziny. Nie solimy wody, w której gotujemy ciecierzycę. Nigdy. To pozwoli nam zagotować ją porządnie do miękkości. Solimy zawsze tylko potrawy, które potem z niej tworzymy.
  3. Ciecierzycę odcedzić i ostudzić.
  4. W międzyczasie przygotowujemy pastę tahini! Na rozgrzaną patelnię wrzucić ziarna sezamu i sprażyć je na niedużym ogniu, ciągle mieszając. Sezam musi stać się złoty, ale nie brązowy, bo stanie się gorzki. Uprażone ziarna przesypać do blendera i miksować, aż zacznie wydobywać się z nich tłuszcz. Gotowa pasta musi mieć płynną, lejąca konsystencję. Jeśli za bardzo nie chce wyjść, można dodać łyżkę oliwy!
  5. Do głębokiej miski wsypać ciecierzycę, dodać sok wyciśnięty z cytryny, wyciśnięty czosnek, oliwę oraz pastę tahini. Posolić do smaku, dodać kumin. Zmiksować całość do uzyskania kremowej masy. Jeśli pasta jest za gęsta, dodać troszkę wody.
  6. Do tak przygotowanego bazowego humusu można dodać suszone pomidory, oliwki lub co tam się lubi.
  7. Mnie najbardziej smakuje jednak taka właśnie taka wersja podstawowa – do smarowania piadiny, pity, chleba czy krakersów. Mmmm.
Posted in Uncategorized | Tagged , , | Leave a comment

A jednak… smutek.

Los wypuścił mnie na chwilę z mojej “Sunny Italy” wprost do “Rainy Belgium”….

3 komentarze po 3 miesiącach…?

Deszcz.

Tak, pada. Lub precyzyjniej rzecz ujmując leje. Dzień w dzień. Od 16 kwietnia. Skrupulatnie zanotowałam w kalendarzu 3 dni słońca. Taki klimat, wiem.

A jednak…

Smutek.

Syf.IMG_20160522_164355

To miasto – takie kosmopolityczne, międzynarodowe tak naprawdę nikogo nie obchodzi.
Europejczycy” są tu przelotem, przejazdem, tymczasowo by pracować, zarobić, dorobić się, i wrócić póki co na weekend, a osiągnąwszy punkt docelowy na zawsze. Co kogo obchodzą poniszczone budynki, bezdomni w przejściach i odór moczu po sobotnich imprezach? A rodzimi brukselczycy – emigrują. Narzekają, że DROGO (trudno się nie zgodzić), mówią, że Bruksela, zdominowana przez “Europejczyków”, to już nie to samo miasto

Pewnie mają rację.

A jednak….

Smutek.

Tumiwisizm.

Tak bardzo jest tu międzynarodowo, że właściwie zaciera a się cała ludzka ciekawość tego kulturowego misz-maszu. Chęć jego pogłębienia i zafascynowania się nim.

Mówisz po francusku? Super. Nie? Też dobrze. Jesteś z Niemiec? Ach, z Austrii…wielka mi różnica… Masz dziś jakieś święto? Niepodległość? Ramadan? Fajno, twoja sprawa.

A tak właściwie…. komu kibicujesz na Euro?

Bo każdy jest z jakiegoś innego zakątka świata, każdy mówi w jakimś innym języku, prawie każdy ma żonę/męża innej narodowości i każdy ma inny, kulturowy bagaż doświadczeń…

Tak, to prawda, że wielojęzyczność i wielokulturowość – sztandarowe wartości Unii widzi się tu gołym okiem. Tak, to dobrze, że widzimy, ze właściwie nie ma znaczenia, skąd pochodzisz, ważne, jakim jesteś człowiekiem i to, że mam o czym z tobą porozmawiać.

A jednak….

Smutek.

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Focaccia na zakwasie

Focaccia to rodzaj wloskiego pieczywa, wypiekanego z maki, wody, drozdzy i wody. Jak (prawie)  wszystko we Wloszech, focaccia moze przybierac rozne formy – w zaleznosci od12660241_1221010584580620_1144086034_n regionu. Istnieja wiec focaccie grubsze, ciensze, twardsze; z sola i rozmarynem, oliwkami, pomidorami,  cebula…;  te jedzone jedynie na zimno, i te na cieplo. W Neapolu kazda pizze wypiekana w domu, na kwadratowej blaszy nazywa sie juz focaccia! Pizza zarezerwowana jest dla okraglej, prawdziwej, pomidoorowej wspanialosci z pizzeri. Wszystkei focaccie- niezaleznie od regionu – maja 1 wspolna ceche: sa wrecz UTOPIONE w oliwie z oliwek.  Sa tez odpowiednie posolone-  sola gruboziarnista. Pyszne.

We Wloszech focaccie mozna dostac w kazdym ‘Panificio’ (najlepiej udac sie tam rano, bo po 12 zostaja tylko resztki…) Odkad jestem szczesliwa posiadaczka zakwasu, wypiekam ja samodzielnie, na bazie zakwasu, oczywiscie.

Przepis:

500 g maki (typu 0; lub mieszanej- ja czesto daje polowe maki bialej, polowe pelnoziarnistej)

160g odswiezonego zakwasu

350g wody

20 g soli

20 g oliwy z oliwek

 

Wszystkie skladniki zagniesc. Ulepic kule. Odlozyc w cieple miejsce i pozostawic pod przykryciem do wyrosniecia (ok. 2h). Gdy ciasto wyrosnie, rozlozyc je na kwadratowa  blache oblana obficie oliwa. Zrobic w ciescie dziurki i oblac oliwa takze na gorze. Posypac rozmarynem. Pozsypac gruboziarnista sola. Jesli ktos lubi, wetknac takze pomidorki koktajlowe lub oliwki. Tak przygotowana focaccie odlozyc znowu na ok.2h do wyrosniecia. Piec w nagrzanym ok. 200-220 stopni piekarniku przez ok 15-20 min.

Mozna jesc ja samodzielnie. Mozna przekroic na pol i zrobic sobie z niej kanapke- wypelnienjac wnetrze serem, szynka… Mozna jesc zjako dodatek do salatki lub zupy…. Mozna pokroic na male kawaleczki i serwowac jako przystawke na imprezie…. Smakuje doskonale na cieplo i na zimno.

12696163_1221010771247268_1215419785_n

 

Posted in Uncategorized | Tagged , , | Leave a comment

Zakwas

Moje dziecko. Nie żartuję. Odkąd go mam, myślę o nim nieustannie. Co najmniej raz w tygodniu trzeba daċ mu jeśċ. Dodaċ wody (50% masy) , mąki (100% masy), zostawiċ do wyrośnięcia. I zużyċ bądź 12650496_1220985064583172_921254829_nprzechowaċ w lodówce.

Biedaczek. Odbył podróż świąteczną przez pół Europy. Ale daƚ radę. Dzielny. Mało tego! Dzięki niemu na sylwestrowym party integracja włosko-polsko-rosyjska sięgnęła zenitu, podczas wypiekania grissini, focacci i róznych rodzajów chleba.

Uwielbiam go. Pozwala mi wyczarowywaċ najwspanialsze na świecie chleby, których tak bardzo brakuje mi w Italii, focacce, chałki, krakersy…. tworzyċ eksperymenty mniej lub bardziej udane…

Jesteście ciekawi rezultatów? Oj, są niesamowite…. 🙂

Posted in Uncategorized | Tagged | Leave a comment